Rządowy projekt „Rodzina na swoim” miał pomóc młodym małżeństwom w zakupie własnego lokalu lub budowie domu. Idea jest prosta – państwo dokłada do raty za mieszkania – przykładowo – do raty w wyskości 2 tysięcy złotych można było otrzymać około 700 złotych. Dzięki programowi mogło usamodzielnić się już wiele osób, jednak szykują się zmiany.

Program „Rodzina na swoim” od początku swego istnienia cieszył się dość dużym zainteresowaniem, pojawiały się opinie, że praca, którą wykonali twórcy projektu przyniosła oczekiwane skutki.

Kwota takiego dofinansowania od państwa zależała oczywiście od celu kredytowania (na budowę czy na zakup), od tego, czy zakuiony był na rynku pierwotnym czy wtórnym, oraz parametrów lokalu – powierzchni użytkowej czy wartości nieruchomości. Program kusił możliwością otrzymania nawet 50% ulgi na spłatę kredytu – przez pierwsze osiem lat jego spłaty, co było propozycją bez wątpienia atrakcyjną.

Tylko w 2009 roku z akcji skorzystało około 30 tysięcy młodych osób, a szacuje się, że w tym roku może to być liczba nawet dwukrotnie większa. Tymczasem zaproponowano zmiany w projekcie, które zmieniłyby pulę osób do których oferta pierwotnie była kierowana, jednak przede wszytskim – wpłynęłyby znacznie na jej cele i założenia. Między innymi, z oferty mogłyby korzytsać nie tylko rodziny, ale i single, zdecydowano się jednak ustanowić granicę wieku uczestników projektu (do 30 roku życia). Nieruchomości pochodzące z rynku wtórnego nie mogłyby już być finansowane kredytem preferencyjnym. Dodatkowo, cały projekt miałby zostać zakończony z dniem 31 grudnia 2012 roku,

Wiąże się to z długoterminową polityką mieszkaniową państwa, która tłumaczona jest koniecznością oszczędności. Między innymi, już od przyszłego roku mogą wzrosnąć czynsze w lokalach komunalnych. Ponadto, nie będą one przyznawane dożywotnio, nie będzie tez prawa do ich dziedziczenia.

Stanowiska wobec propozycji zmian są różne, jednak w wiekszości nowe pomysły rządu są keytykowane. Rząd zapewnia, że takie zmiany to konieczność, bo państwa nie stać na wydatek rzędu kilku miliardów zotych, jaki niosłaby ze sobą taka polityka mieszkaniowa.

none

Jeszcze do nie dawna osoby niepalące udające się do restauracji, czy pubu byli na przegranej pozycji. Dym tytoniowy z powodzeniem mógł im uprzykrzyć chociażby najbardziej wykwitną kolację. W lokalach gastronomicznych istniało co prawda zazwyczaj coś takiego, jak oddzielny stolik dla osób palących, jednak zazwyczaj znajdował się on na tej samej sali, co pozostałe, a jedyną różnicą jaką sobą reprezentował mogła być oddalona od centrum Sali lokalizacja. Palacze powinni zapomnieć już o swojej uprzywilejowanej pozycji. 15 listopada 2010 roku, czyli dosłownie za kilka dni wchodzi w życie ustawa zwiększająca ilość miejsc, w których palenie będzie związane z przymusem zapłacenia za to mandatu.

Ustawa przygotowana przez sejmową komisję zdrowia, wspierana przez rząd Donalda Tuska została przyjęta większością głosów przez posłów. Ustawa ta ma wyraźny charakter antytytoniowy, a co za tym idzie uderza w osoby palące. Do miejsc w których palenie będzie surowo wzbronione dołączono: restauracje, puby, przystanki autobusowe, stadiony, a także wszelkie inne miejsca w których mogą przebywać dzieci.

Właściciel lokali gastronomicznych wyrażają szczególne obawy, że zakaz ten szczególnie negatywnie odbije się właśnie na ich portfelach. Gdyż od tej chwili będzie można palić w należących do nich lokalach tylko wtedy, gdy przygotują oni w tym celu specjalne pomieszczenie oddzielone od pozostałych i podłączoną do niego odpowiednią wentylację.

Pomysłodawcy projektu próbowali nie zwracać uwagi na sprzeciwy zainteresowanych grup i twierdząc, że zdrowie jest najważniejsze ze wszystkich sił chcieli przeforsować swój pomysł ustawowy w sejmie. Oczywiście wielu z nich tłumaczyło, że ma to związek ze szczególną szkodliwością biernego palenia i chęcią uchronienia przed jego konsekwencjami większości niepalącego społeczeństwa.

Komisja zdrowia liczy na to, że wraz z wprowadzeniem tego zakazu zmniejszy się w Polsce liczba nałogowych palaczy, gdyż o 15 listopada palenie będzie dla nich dozwolone głównie w domowym zaciszu. Na rezultaty tego typu działań będziemy musieli jeszcze zaczekać kilka miesięcy, a i tak nie jest pewne, czy przyniosą one spodziewane wyniki.

none

Media bez przerwy mówią o polityce gospodarczej państwa. Termin ten zdaję się nas otaczać, głoszą go i dzienniki telewizyjne i portale internetowe, bez przerwy powtarzany jest także w radiu. Zastanawiałaś się, jednak kiedyś, co ten termin znaczy da Ciebie? Skoro wszyscy tyle na ten temat mówią, może warto zastanowić się chwilę nad tym, czym jest polityka gospodarcza państwa.

Polityka gospodarcza – co to takiego?

Polityka gospodarcza to jeden z działów ekonomii. Zajmuję się ona opisem i wytłumaczeniem sposobu, w jaki państwo ma wpływ na gospodarkę. Czyni to za pomocą instrumentów i środków w taki sposób, aby osiągnąć określone cele, które stworzyły podmioty polityki gospodarczej ( inaczej mówiąc władzę danego państwa).

Co daje państwu polityka gospodarcza?

Głównym przesłaniem polityki gospodarczej jest wyznaczenie najistotniejszych celów, które mają być osiągnięte przez ogół społeczeństwa danego kraju. Kolejnym aspektem, którym zajmuje się ta dziedzina ekonomii jest tworzenie państwu strategii rozwoju, a także sposobu wcielania ich w życie. Dzięki tego typu działalności organów władzy naród powinien mieć zapewniony rozwój porównywalny z innymi krajami (posiadającymi podobne uwarunkowania ekonomiczne, geograficzne itp.).

Jak powinna być zaplanowana polityka gospodarcza państwa?

Przygotowujące plan polityki gospodarczej danego państwa podmioty polityki gospodarczej powinny zwrócił uwagę na kilka istotnych elementów. Jednym z czołowych czynników branych pod uwagę powinien być wielowymiarowy charakter polityki gospodarczej. Jest bardzo ważne, żeby dążąc do osiągnięcia zaplanowanych celów, pamiętać o zachowaniu spójności w społeczeństwie. Kolejnym czynnikiem, który bardzo często jest pomijany przez polskie władzę, a który powinien być wykonywany szczególnie skrupulatnie to działania w sposób elastyczny i ciągły. Władzę państwa powinny w sposób permanentny monitorować sytuację państwa, a swoją politykę gospodarczą dostosowywać do zmieniających się uwarunkowań zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Polityka gospodarcza ma bardzo duży wpływ na stan, a także na rozwój naszego państwa, dlatego warto przyjrzeć się nieco bliżej działaniom władz w tej kwestii.

none

Nie trzeba było długiego czasu, by specjaliści zajmujący się marketingiem uświadomili sobie, że tak naprawdę żadna organizacja nie może uniknąć w swoich działaniach marketingu. Został więc zaadaptowany do innych dziedzin niż sprzedaż, dotarł także do polityki. Jakie były jego początki w polityce?

Poraz pierwszy elementy marketingu zastosowano w polityce podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych w 1932 roku. Były to jeszcze bardzo nieśmiałe próby manipulacji wizerunkiem polityka, a konkretnie – Franklina Delano Roosevelta. Ponieważ w polityce każda, nawet najdrobniejsza choroba działa na niekorzyść danej osoby, postanowiono zatuszować jego inwalidztwo. Choć był sparaliżowany i poruszał się na wózku, w czasie kampanii prezentowano go jako człowika zdrowego i silnego, na przykład fotografując go jedynie od pasa w górę. Ta drobna „sztuczka” okazała się początkiem marketingu politycznego, który od tamtej pory już na zawsze towarzyszyć będzie kampaniom wyborczym.

20 lat później, w czasie kampani prezydenckiej Dwighta Eisenhowera, zaangażowano króla reklamy handlowej, Rosera Reevesa. Pokazał, że sprzedać jak towar można wszystko, nawet kandydata na prezydenta. Eisenhower był raczej kiepskim mówcą, więc szanse na jego zwycięstwo, szczególnie w dobie rozwoju telewizji, były marne, nawet mimo wielu innych zdolności i kompetencji. Reeves jednak postawił na swoim i zwyciężył. Wykorzystał do tego telewizję, która mogła wydawać się wrogiem reklamowanego przez niego kandydata. Nakręcił program „Eisenhower odpowiada Ameryce”, który był właśnie serią pytań zadawanych przez przeciętnych, wyłowionych na ulicy Amerykanów i odpowiedzi przyszłego prezydenta. Najpierw nagrano odpowiedzi, do nich dopasowano pytania. Eisenhower miał wyuczyć się kilkunastu zgrabnych formułek odpowiedzi i wygłaszać je, patrząc nieco w dół. Zadający pytania spoglądali nieco w górę, co razem dało efekt, jakby sytacja działa się na żywo. Program okazał się wielkim sukcesem, otworzył drzwi do pełnoprawnego udziału marketingu w polityce.

Każdy chciał mieć profesjonalne telewizyjne spoty reklamowe, politycy zarudniali specjalistów od marketingu, którzy doradzali im, jak powinni wyglądać, co mówić i jak się zachowywać, by się dobrze sprzedać. Marketing polityczny nieustannie rozwija się, a jego efekty możemy obserwować już nie tylko w czasie kampanii wyborczych.

none

Aby zyskać poparcie, polityk musi być wyrazisty, wyróżniać się czymś, a więc posiadać spójny wizerunek wizerunek. Ten, podobnie jak w przypadku reklamy produktów – jest kreowany na potrzeby odbiorców. Z nieśmiałego człowieka nie zrobi się jednak gwiazdy showbiznesu, dlatego obrany wizerunek polityczny dopasowuje się do cech, które reprezentuje nasz kandydat, podkreślając je. Oto krótka prezentacja najważniejszych typów wizerunku polityka.

Fachowcy zajmujący się marketingiem politycznym wyrózniają dziesięć podstawowych typów wizerunku politycznego, a każdy z nich charakteryzuja inne cechy. Rozpoczynając kampanię wyborczą starają się jak najlepiej wpasować polityka w któryś z tych schematów, gdyż w wielu przypadkach daje on gotowe rozwiązania, podpowiada, jaki styl polityki powinien obrać i jak się prezentować. Każdy ma oczywiście wady i zalety, ale zadaniem marketingowców jest tak podkerślić pozytywne cechy kandydata, by wady nie były widoczne.

Jednym z typów wizerunku jest ekspert. Odznaczają go takie pozytywne cechy jak duża wiedza, kompetencje, doświadczenie, wiarygodność, odpowiedzialność czy dokładność. To człowiek, który zna się na tym, co robi, jest profesjonalistą. Niebezpieczeństwem jest jednak to, że osoba taka może zostać odebrana jako osoba oderwana od problemów zwykłego człowieka, mająca do nich dystatns, chłodna.

Polityka można kształtować także na typ tzw. amanta. Podkreśla się jego dynamizm i przyjazność, jednak pod atrakcyjną powierzchownością może kryć się niewiele więcej niż narcyzm, mamy wtedy często do czynienia z przerostem formy nad treścią.

Innym typem jest na przykład heros – polityk odważny, zdecydowany, ale z niezdrowymi skłonnościami do władczości.

Na tym tle zupełnie inaczej prezentuje się typ tzw. zwykłego człowieka. Cechuje go empatia, brak dystatnsu do spraw codziennych czy wiarygodność. Może być jednak postrzegany jako osoba niekompetentna do sprawowania swoich obowiązków.

Idola natomiast charakteryzuje niebywała charyzma, zdecydowanie i skuteczność, w opinii odbiorców często jawić się może jednak także jako osoba oderwana od rzeczywistości, niedostępna.

Polityków chętnie kreuje się także na „luzaka”. Taki typ cechuje dystans, poczucie humoru i działanie zdroworozsądkowe. Zarzuca mu się jednak nieodpowiedzialność.

Każdy z typów wizerunku obok licznych zalet zawiera i wady. Na pewno nie jest więc gotową receptą na stworzenie dobrego polityka, ale bardzo pomaga w wykreowaniu go i podkreśleniu jego zalet.

none

Kampania wyborcza również jest swego rodzaju kampanią reklamową, więc, jak każda – ma jasny cel – sprzedać produkt. W tym wypadku produktem jest polityk i program wyborczy, który reprezentuje. Jakie są strategie, zachęcające do „kupienia” polityka, a więc oddania na niego głosu?

Strategie kampanii wyborczych można rozpatrywać pod różnym kątem. Jeśli na przykład wziąć pod uwagę to, jak bardzo sztaby wyborcze sugerują się wyborcami, możemy mówić o kilku rodzajach strategii. Skrajnym będzie tzw. strategia penetracji rynku, a więc niezmienione wykorzystanie tego programu, który posiadamy, narzucenie go potencjalnym wyborcom. Dalej, mamy do czynienia ze strategią utrzymania rynku, która polegana dostosowaniu programu do tych, którzy są „naszymi” wyborcami. Aby zapewnić sobie poparcie także innych, którzy dotychczas nie oddawali na nas głosu, trzeba rozbudować bądź całkiem zminić program, stosując strategie wzrostu i nowych przedsięwzięć.

Zagadnienie to wiąże się także z doborem odpowiedniego targetu, a więc celu – grupy ludzi, do których będziemy naszą kampanię kierować. Jeśli kierujemy ją do tych, którzy wiernie oddają na nas głos w każdych wyborach – należy zastosować strategię utwardzania, która będzie umacniać poglądy wyborców skłonnych nas poprzeć. Z kolei strategia poszerzania kierowana jest do wyborców niezdecydowanych. Takich wyborców, którzy decyzje podejmują zazwyczaj w ostatniej chwili, najlepiej jest zdobywać strategią o charakterze bardziej emocjonalnym niż merytorycznym – na rzeczowe argumenty jest już po prostu za późno. Pod tym względem najtrudniejsza jest strategia odwracania, którą stosuje się wobec wyborców, którzą są skłonni poprzeć raczej naszych przeciwników politycznych. Jest ona bardzo trudna do wykonania, dlatego czasem w jej miejsce stosuje się tzw. strategię neutralizowania, w której nie chodzi o to, by wyborca oddał głos na nas, ale by nie oddawał go na naszego głównego konkurenta.

Dobór odpowiedniej strategii wyborczej uzależniony jest głównie od tego, jak bardzo wierzymy we własne siły, ale również, a może przede wszystkim od tego, jakie są nasze realne możliwości. Zastosowanie danej strategii nie jest więc nigdy przypadkowe, ale stanowi efekt dogłębnej analizy stanu obecnego kandydata czy partii i przyszłych oczekiwań.

none

Politycy to ludzie, którzy nie mogą się ukryć przed mediami, dziennikarzami i wyborcami. Przez specyfikę funkcji, jaką pełnią, cały czas pozostają tematem rozmów tak salonowych, jak i tych prowadzonych w kuluarach czy na ulicy. Na ogół w tych rozmowach nie tyle przeważa temat opcji politycznej albo poglądów danego polityka, ale raczej zasada „jak Cię widzą, tak Cię piszą”, stąd też osoby decydujące się na pełnienie funkcji publicznych muszą czasem włożyć w swój wizerunek wiele pracy.

Potencjalny odbiorca przekazów medialnych ma do siebie to, że wyłapuje wszystkie, nawet najmniejsze „wpadki” polityczne. Zwraca uwagę na wygląd danego polityka, sposób mówienia, ton głosu, gestykulację. Czujnemu wzrokowi takiego odbiorcy nie umknie dosłownie nic. Powszechne zatem jest to, że kojarzymy ludzi polityki z charakterystycznymi dla nich gadżetami, pamiętam o typowych szczegółach stroju, często powtarzanych gestach czy słowach. „Pod lupę” bierzemy też mimikę twarzy, sposób chodzenia, uśmiech. Nic więc dziwnego, że, pozostając pod taką obserwacją, niektórzy politycy korzystają z pomocy specjalistów od kreowania wizerunku.

Specyfika naszej percepcji ludzi świata mediów i polityki jest taka, że jak już się przyzwyczaimy do takiego a nie innego obrazu konkretnego polityka, trudno nam tę wizję zmienić. Dlatego też chcący zaistnieć w mediach muszą uważać na to, by przesadnie swojego wizerunku nie zmieniać. Jeżeli bowiem odbiorcy przyzwyczaili się, że kandydat popieranej przez nich opcji politycznej nosi zawsze białą koszulę i krawat, trudno będzie im zaakceptować moment, w którym ten sam kandydat zaprezentuje się na oficjalnym spotkaniu w sportowej bluzie. Tak samo będzie, gdy pokazujący się głównie w klasycznych sweterkach polityk nagle wystąpi w przesadnie eleganckim fraku.

Czy zatem dla odbiorcy istotniejszy od poglądów politycznych jest wygląd osoby te poglądy prezentującej? To nie do końca tak. Chodzi raczej o to, że wygląd, mimika twarzy, gestykulacja, to elementy komunikacji niewerbalnej, które, wraz z wypowiadanymi słowami i tonem tych wypowiedzi tworzą całkowity obraz danej postaci. Dlatego też zwraca się na przywołane tu elementy szczególną uwagę, chociażby dlatego, że na podstawie ich obserwacji można wywnioskować, czy ktoś jest zdenerwowany, czy jego intencje są szczere, czy wie, co mówi, czy też sztywno trzyma się spisanego na kartce tekstu. Pozornie nieistotne elementy wyglądu mogą okazać się zdradliwe i to nie tylko dla polityka. Dlatego też warto nad nimi pracować.

none

Specjaliści zajmujący się reklamą i marketingiem doszli kiedyś do wniosku, że tak jak urządza się kampanie reklamowe dla towarów i usług konsumpcyjnych, tak samo można wypromować człowieka. Polityka okazała się dziedziną, w której spece od marketingu mogą wykazać się olbrzymią kreatywnością.

Przygotowanie kampanii wyborczej rozpoczyna się tak samo jak w przypadku każdego innego produktu. Najpierw należy dokonać segmentacji i pozycjonowania rynku, a więc przeprowadzić szczegółową analizę grup społecznych i wybrać te, do których chcielibyśmy skierować naszą ofertę. Kolejnym etapem jest stworzenie tzw. marketing mix, czyli połączenia czterech podstawowych składników, nad którymi należy sprawować kontrolę w taki sposób, by wywołać oczekiwaną reakcję „konsumenta”. Składniki marketing mix zawierają sie w haśle „4P”, a są to z języka angielskiego: product, price, promotion oraz place. Ich politycznym odpowiednikiem będą takie działania jak stworzenie platformy komunikacji w kampanii, przekazywanie informacji od kandydatów do sztabów wyborczych oraz od sztabów do wyborców, a także badanie opinii publicznej.

Dalej wkraczamy już na drogę stricte polityczną, ponieważ, w przeciwnieństwie do „zwykłej” kampanii marketingowej, polityczna ma swoje specyficzne, ściśle określone etapy: przedwyborczy, prawyborów, konwencji wyborczych oraz wyborów powszechnych.

Kampania polityczna może przyjąć typowo marketingowy sposób koncentrowania się na kandydacie, w centrum zainteresowania stawiając oczekiwania wyborców. W takim wypadku, wysiłki nie kończą się z dniem wyborów. Posługując się terminologią marketingową, jeszcze po wyborach podejmowane sa „działania posprzedażowe”, mające na celu utwardzić poparcie dla danego kandydata, oraz przekonać tych, którzy nie byli jego zwolennikami, że jego wybór wcale nie będzie dla nich zły.

Niektóre sztaby wyborcze, bazując na metodzie marketingowej, wybierają jednak bardziej partyjny niż marketingowy typ kampanii. W takim wypadku „towarem” do wypromowania i sprzedania nie jest sam człowiek, ale raczej program, który on reprezentuje. Taka kampania jest mniej podporządkowana pod wyborców, a więc „konsumentów”.

Dziś jednak coraz częściej w kampaniach politycznych stosuje się popularne chwyty marketingowe, które prowadzą do prostych wniosków. Sprzedać kandydata oznacza wygrać wybory. W tym kontekście można powiedzieć, że wiele sztabów wyborczych zajmuje się nie polityką, ale reklamą i sprzedażą.

none

Już od wielu lat jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że sprzedać można naprawdę wszystko. Niedługo rozpocznie się kolejna kampania wyborcza, która pokaże nam, że takim obiektem reklamy może być również polityk. Polityka rządzi się jednak nieco innymi prawami niż handel towarami i usługami, i ma to swoje odbicie także w reklamach politycznych.

W wielu przypadkach politycy chcą zdobyć poparcie nie tyle przez wypromowanie własnej osoby, ile poprzez pognębienie konkurentów. Tendencja ta jest niestety nieobca także na rodzimym, polskim grucie. Także w Polsce stosuje się więc tak zwaną reklamę negatywną, która ma kilka podstawowych odmian – reklamę negatywną sensu stricte, reklamę atakującą oraz porównawczą.

W tej pierwszej odmianie, w zależności od tego, co jest celem krytyki, wyróżnić można reklamy negatywne problemowe i wizerunkowe. Problemowe ukierunkowane są na krytykę poglądów, dokonań czy programu politycznego przeciwnika. W negatywnych reklamach wizerunkowych, przedmiotem krytyki są natomiast osobowość innego polityka, jego światopogląd, a nawet – rodzina.

Reklama atakująca jest tym, co potocznie nazywamy „obrzucaniem się błotem”. Najprościej mówiąc, jest to silny, bardzo sugestywny atak na przeciwnika politycznego, w którym wykorzystuje się takie metody jak plotka, insynuacje, czasem wręcz kłamstwa.

Bardzo ciekawym typem jest reklama porównawcza. Ma ukazać kontrast między rywalami, wykazać niższość oponenta. Może mieć charakter bezpośredni, na przykład poprzez ukazanie efektów refermy danego kandydata (pozytywnych) w kontekście skutków reform jego przeciwnika (zgubnych, oczywiście). Może mieć także charakter jedynie sugerujący, gdy negatywne cechy wskazuje się tylko pośrednio, nie ukazując, do kogo tak naprawdę należą, nie pokazując przeciwnika palcem. Odpowiednie „dopasowanie” należy wówczas do odbiorcy takiej reklamy.

Twórcy wszelkiego typu negatywnych kampanii politycznych muszą pamiętać o tym, by adresować je nie tylko do swych własnych wyborców, ale przede wszystkim – do wyborców niezdecydowanych. Gdy ujrzą jakiegoś kandydata w czarnym świetle, zapewne postawią na tego, który w porównaniu z nim wypada lepiej. Istotne jest także to, że każde tego typu działanie może spowodować kontratak, z czym twórcy negatywnych reklam politycznych muszą się liczyć.

none

Flickr photos

You need to activate the FlickR plugin! You can find it in the "PLUGINS" folder...

Most commented

  • None found