Niejednokrotnie utożsamiamy ze sobą różne pojęcia z zakresu marketingu, podczas gdy w rzeczywistości określają one zupełnie inne czynności. Przeciętnemu zjadaczowi chleba problemy definicyjne stwarzają choćby różnice między takimi pojęciami jak reklama, promocja, czy słyszany coraz częściej „pijar”, a więc Public Relations. Jakie są między nimi zależności? Czy mogą współdziałać? Oto najważniejsze informacje w pigułce.

Marketingowcy zauważyli, że do współczesnych odbiorców trzeba docierać za pomocą różnych kanałów komunikowania jednocześnie – nie wystarczy już tylko sama reklama, musi być poparta szeroko zakrojonymi działaniami promocyjnymi czy tez z zakresu PR. Wprowadzono więc działania w oparciu o zintegrowaną komunikację marketingową, która zakłada scalanie ze sobą różnego rodzaju narzędzi komunikowania, a więc promocji, reklamy i PR, a wszystko to w celu uzyskania większej skuteczności oddziaływania rynkowego.

Warto po krótce wyjaśnić każde z tych pojęć, wy wiedzieć, za jaki obszar działań marketingowych odpowiada. Reklama ma trzy główne cele – informacyjny (ważny szczególnie wtedy, gdy wprowadza się na rynek nowy produkt), perswazyjny (ma przekonać odbiorcę do kupna prezentowanego produktu czy usługi) oraz ekonomiczna (za wysoką sprzedażą idą oczywiście pieniądze dla producenta).

Public relations to, najkrócej mówiąc, zarządzanie komunikacją z otoczeniem, budowanie odpowiedniego wizerunku, a także – zaufania i poparcia, jednak najczęściej nie dla konkretnego produktu, ale dla marki, firmy, jaką reprezentuje. Praca, jaką wykonuje PR to przede wszystkim budowa pozytywnego wizerunku producenta.

Promocję natomiast można podzielić na tę bezpośrednią (a więc osobistą, w miejscu sprzedaży, lub w formie akwizycji) oraz tak zwaną promocję uzupełniającą. Na tę ostanią składają się takie działania jak product placement, plot placement, sponsoring, merchandising (sposób ekspozycji towarów) czy franczyza.

Ideą zintegrowanej komunikacji marketingowej jest więc scalanie wszystkich tych form, w celu wykorzystania efektu synergii – a więc faktu, że zastosowane razem mogą zdziałać więcej niż gdyby stosowało się je osobno. Stosowanie tego modelu wynika z potrzeby docierania do klienta, odpowiadania potrzebom odbiorców, którzy znacznie lepiej reagują na nietypowe formy przekazów promocyjnych.

Komunikacja taka opiera się na na marketingu relacyjnym – konieczne jest pozyskiwanie przyzwolenia konsumenta na prowadzenia działań promocyjnych (w marketingu relacyjnym wytwarza się więź z reklamodawcą, zakłada się powtarzalność relacji). Potrzeba więc monitorowania rynku w celu uzyskiwania sprzężenia zwrotnego, a wykorzystuje się do tego interaktywne formy przekazu. Stosowanie zintegrowanej komunikacji marketingowej wynika także z potrzeby szerszego wykorzystywania PR – coraz częściej w podjęciu decyzji II rzędu (marki, a nie produktu) decydujemy właśnie na podstawie oceny wizerunu firmy.

none

Niektórzy twierdzą, że już w Starożytnej Grecji czy Rzymie można dostrzec początki reklamy – w wypisywanych na piasku hasłach. Jednak z reklamą w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc jako płatne zachęcanie do posiadania jakiegoś dobra, mamy do czynienia dopiero wiele lat później. Jak kształtowała się reklama, by dojść do współczesnego wzorca, który widzimy na co dzień?

Pierwsze prawdziwe próby zareklamowania czegoś pojawiały się już w XV wieku, a były to ulotki reklamowe w Niemczech. Początkowo bardzo prowizoryczne, „przegadane”, nie znano jeszcze wówczas specjalistycznego języka reklamowego, chwytów i trików, mających działać na odbiorców. Nieco później, w XVII, na gospodach wieszano rozmaite godła, które miały być charakterystyczne, zapadac w pamięć i być kojarzone przez klientów z danym miejscem. Wielu ludzi nie potrafiło wtedy czytać, więc takie rysowane godła stosowano jako zamiennik nazw pisanych takich gospod, pubów czy karczm.

Na początku XVIII w. Powstał The Boston Newsletter , który iważa się za pierwszy folder reklamowy – zbiór rozmaitych anonsów obwieszczających na przykład o działalności róznych firm, informujący o tym, jak przebiega ich praca. Dopiero w XIX wieku powstały pierwsze agencje reklamowe, choć wtedy ich działania były jeszcze bardzo niesprecyzowane, nie wiadomo było, na czym tak na prawdę ma polegać ich praca.

Pod koniec XIX i na początku XX wieku nastąpił znaczny rozwój reklamy, na który wpływ miały rozmaite czynniki, takie jak rozwój kolei (można było reklamować już nie tylko miejscowe produkty),  wzrost populacji (było więcej odbiorców reklamy), wynalazki i rozwój produkcji na masową skalę oraz pojawienie się masowych mediów.

Tak naprawdę dopiero pojawienie się mass-mediów pozwoliło reklamie wkroczyć w fazę nowoczesności. To one stały się najlepszym przekaźnikiem reklamy między producentami a odbiorcami – a więc potencjalnymi nabywcami proponowanych przez nich produktów i usług. Dziś media są nieodłącznym elementem procesu reklamowego, bez nich reklama w ogóle nie miałaby sensu istnienia. Współczesna reklama jest skierowana do masowego odbiorcy, liczonego w milionach ludzi, a w inny sposób niż przez masowe media nie sposób do nich dotrzeć, co jest najistotniejszym wyznaczniekiem funkcjonowania reklamy w dzisiejszych czasach.

none

Reklama jest jednym z typów komunikowania masowego, musi więc dostosować swój przekaz do masowego odbiorcy. Aby osiągnąć swój cel, reklamodawcy muszą bardzo skrupulatnie zaplanować reklamę – od wyboru grupy docelowej konsumentów, do poprawnego odbioru przez nich przekazu reklamowego.

Na początku reklamodawców czeka ciężka i żmudna praca, jaką jest stworzenie bazy informacyjnej dla planowania i prowadzenia działań reklamowych. Interesuje ich rynek konsumentów, jakie mają potrzeby, jakie są ich preferencje, jaka kształtuje się wizja przyszłości rynku, który nas interesuje. Trzeba zbadać strukturę społeczeństwa, by wiedzieć, jakie grupy są najbardziej liczebne i wybrać te, które odpowiadają najbardziej jako potencjalni konsumenci. Informacje te można czerpać z rejestrów (np. GUS), monitoringu mediów, można także samemu zlecić odpowiednie badania, co reklamodawcy chętnie robią.

Następnie należy stworzyć treść przekazu reklamowego, a ten musi być podporządkowany możliwościom percepcyjnym odbiorcy. W zależności od typu produktu, czasu czy struktury społeczeństwa, odbiorcy stosują różne modele, które specjaliści od reklamy starali się zbadać, nazwać i na nie reagować w swoim przekazie. Jednym z takich modeli, chyba najbardziej znanym, jest AIDA, będąca skrótem angielskich nazw pojęć: attention (uwaga), interest (zainteresowanie), desire (chęć posiadania), action (działanie). W takim modelu, głównym celem reklamy jest przyciągnięcie uwagi. Trzeba jednak pamiętać, że reklama musi być nie tylko charakterystyczna, ale i skuteczna, a więc musimy identyfikować z nią dany produkt i chcieć go zakupić.

Innym modelem stosowanym przez reklamodawców jest DIPADA, która jest zbitką słów: definition, idetification, proof, acceptance, desire oraz action. Chodzi tu o przedstawienie produktu, jego cech i ceny (definition), ukazanie, że rozwiąże problem, jaki konsument posiada (identification), udowodnienie, że faktycznie produkt go rozwiązuje – poprzez powołanie się na autorytet bądź statystyki (proof), spowodowanie akceptacji i wywołanie uznania dla produktu (acceptance), wzbudzenie chęci posiadania (desire) i wywołanie działania -  kupna (action).

Dobre przygotowanie tych działań to już tylko krok do osiągnięcia celu kolejnego etapu – przekazu reklamy, a więc udostępnienia odbiorcom reklamowanych treści. Niezmiernie istotne jest tutaj ich przyjęcie przez odbiorcę i zrozumienie zgodnie z zamierzonym przekazem reklamodawcy. Niestety zdarzają się czasem pewne bariery dotarcia informacji do odbiorcy.

Mogą być one indywidualne, a więc wynikające z aktualnych potrzeb, lub subiektywne, na które składają wzorce konsumpcji, preferencje konsumpcyjne. Nie bez znaczenia są także babiery psychologiczne – wybory odbiorcy (nie tylko w sprawie kupna produktu, ale nawet samego przeswojenia reklamy) podyktowane są aktualną sytuacją jednostki, jej gustem czy nawet możliwościami zapamiętani i rozpoznawania reklamy. Aby dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, przed reklamodawcami stoi więc nie lada praca.

none

Reklamodawcy bardzo dobrze wiedzą, dla jakiej grupy docelowej kierują swój produkt. Zanim więc zamówią emisję przygotowanych przez siebie spotów reklamowych, muszą zadecydować, na jakich programach chcą je pokazywać i w jakim czasie, aby dotrzeć do jak największego grona odbiorców. Oczywiście – najlepiej tych zgodnych z preferowanym przez nich targetem. Bardzo pomocna w tej pracy okazuje się telemetria.
Telemetria jest dziedziną z pogranicza telekomunikacji i metrologii, która bada przekazywany na odległość sygnał, w interesującym nas przypadku – telewizyjny czy radiowy. Za pomocą specjalnych urządzeń, instalowanych w odbiornikach tv mierzy się wielkość widowni telewizyjnej, oglądającej poszczególne programy w określonym czasie. W naszym kraju testowy panel telemetryczny obejmuje 1150 gospodarstw, co daje łączną sumę około trzech i pół tysiąca osób powyżej 4 roku życia.
Badania telemetryczne są bardzo przydatne dla reklamodawców, nie potrzebna jest im bowiem dodatkowa praca, polegająca na własnych badaniach oglądalności danych stacji czy pasm programu. Można z ich pomocą sprawdzić kilka cech przekazu, które pozwalają zaplanować rozkład kampanii w medium, jakim jest telewizja czy radio.
Po pierwsze, badany jest tzw. rating, a więc średni odsetek osób oglądających konkretną audycję, określoną stację telewizyjną lub telewizję w ogóle. Mierzy się go oczywiście w precyzyjnie określonym czasie i oblicza sumę widzów w każdej minucie, dzieląc przez liczbę minut audycji, czy też badany czas.
Za pomocą telemetrii określany jest także tzw. share, wskaźnik, który  pozwala nakreślić pozycję rynkową nadawcy i ustalić, która telewizja jest oglądana najczęściej. Informuje, jaki odsetek osób spośród ogółu odbiorców oglądających w tym czasie jakikolwiek program stanowią widzowie wybranej stacji. Można obliczać ten wskaźnik w odniesieniu do całej populacji lub wybranych grup społeczno – demograficznych.
Badać można także zasięg (reach), który informuje, ile osób oglądało program np. przez trzy kolejno następuje po sobie minuty. Za widza programu uznaje się bowiem osobę, która oglądała program przez określony czas. Reklamodawcy szczególnie zależy na osobach, które nie „skaczą” po kanałach, ale skupiają się na wybranym, odbierając przekazywane przez niego treści.

none

Przyjęcie odpowiedniej kampanii reklamowej i chwytów marketingowych zależy w dużej mierze od tego, w jakiej fazie cyklu życiowego znajduje się nasz produkt. Inaczej bowiem promuje się produkt, który jest dopiero wprowadzany na rynek, a inaczej trzeba przedstawić ten, który jest już na nim „weteranem”.

W pierwszej fazie, a więc fazie wprowadzenia produktu na rynek, głównym celem reklamy jest poinformowanie potencjalnych klientów o jego istnieniu. Trzeba przedstawić wtedy wyjątkowość oferty, a więc wskazać kilka cech, które odróżniają nasz nowy produkt od tych juz istniejących na rynku. Z pewnością nie jest to łatwa praca, jednak dobra reklama w tej fazie bardzo mocno rzutuje na dalszą część kampanii. Pierwsze wrażenie o produkcie jest dla kosumentów bardzi ważne, muszą przekonać się do sięgnięcia po coś nowego i zapoznać się z zaletami oferty.

Kolejną fazą jest faza wzrostu. Jej celem marketingowym jest rozszerzenie rynku zbytu produktu, tak więc kampania skierowana jest do jak największego grona potencjalnych odbiorócw. Celem prowadzonej w tym czasie kampanii reklamowej jest przekonanie większości społeczeństwa o zaletach tego produktu i ukazanie jego wyższości nad tymi już istniejącymi na rynku.

Niezwykle ważną fazą jest stabilizacja (czy też dojrzałość produktu). Chodzi tu głównie o utrzymanie rynku zbytu i konsumpcji na wysokim poziomie, a także o wzmocnienie wśród konsumentów świadomości marki. Reklama skierowana jest w tej fazie w szczególności na ukazanie cech różnicujących produkt – takich, które wiążą się z jego częstym czy też długotrwałym używaniem. Reklama ma doprowadzić do zmiany nawyków i przyzwyczajeń tych konsumentów, którzy jeszcze z naszego produktu nie korzystają. Stąd chętnie wprowadza się między innymi różnego typu programy lojalnościowe, mające zachęcić do bycia wiernym klientem marki. Niektórzy producenci decydują się także wchodzić na inne rynki zbytu, czy ulepszać i dostosowywać produkt do potrzeb odbiorców.

Faza schyłku jest momentem, w którym producenci pozbywają się nagromadzonych zapasów produktu. W tym celu stosuje się przekaz reklamowy wzbudzający w konsumentach przekonanie, że teraz za niższą cenę mogą nabyć pełnowartościowy produkt, do którego już się przyzwyczaili i który polubili.

none

To, ile i jakie produkty kupujemy najchętniej, zależy od wielu rozmaitych czynników. Można wskazać wśród nich oczywiście zasobność finansową, ale także status społeczny czy cechy charakterologiczne. Marketingowcy, by ułatwić sobie kieowanie do społeczeństwa przekazu reklamowego, podzielili konsumentów na kilka typów.

Każda z grup konumentów wyróżnia się specyficznymi cechami i wymaga zastosowania odmiennych nieco odmiennych form dotarcia do nich z przekazem.
Szczególnie istotną dla producentów, a więc i najbardziej przez nich cenioną grupą są tak zwani konsumenci – innowatorzy. To ludzie, którzy są otwarci na nowości, także w sferze kosumpcyjnej, a co więcej – wyznaczają w tej dziedzinie pewne trendy i wzory, pokazując reszcie społeczeństwa, co warto kupować i z jakich usług „wypada” korzystać. Jest to grupa stosunkowo niewielka, ale dla producentów niezwykle istotna. Na przynależność do tej grupy mają wpływ takie cechy jak zamieszkanie (najczęściej duże miasta), wiek (osoby młode – około 15 do 30 lat), posiadane wykształcenie (ciągłe dokształcanie się, lub ukończone wykształcenie wyższe), wykonywana praca (szczególnie pracownicy umysłowi).
Kolejną grupą wyznaczoną przez specjalistów są adopterzy. To ludzie, którzy również otwarci są na  nowości, jednak brak im śmiałości czy siły przebicia, aby lansować swoje konsumenckie upodobania. Opierają się więc głównie na opiniach innowatorów, będąc przekaźnikami między nimi a resztą społeczeństwa.
Największą grupę stanowią tak zwani naśladowcy. Szacuje się, że tych jest w społeczeństwie około 60 do 80 procent. To ludzie, którzy nie czują potrzeby, by kształtować własne, niezależne zdanie i opinie dotyczące produktów i usług. Korzystając z zasady społecznego dowodu słuszności naśladują w wyborach konsumenckich innych, zakładając że to, co kupuje większość – na pewno musi być dobre.

Wyodrębnia się także maruderów, a więc osoby, które nie są zainteresowane oferowanymi im dobrami w takim samym stopniu jak pozostali. Wynikać to może z upodobań, ale przede wszystkim – z sytuacji materialnej, która nie pozwala na podążanie za sprzedażowymi nowinkami. Są jednak równie istotni dla producentów – szczególnie w ostatniej fazie cyklu życiowego produktu, w której zainteresowanie nim słabnie wśród społeczeństwa i popyt na niego maleje. Wtedy szansy na sprzedanie „końcówek” serii upatruje się właśnie w tej grupie.

none

Opłaty za mieszkanie, energię elektryczną, gaz, wodę, ogrzewanie, telewizor, Internet, „kablówkę”, telefon i tym podobne nie są niczym przyjemnym. Nie ma jednak możliwości pozwalającej na uniknięcie ich. Czasem uda nam się zaoszczędzić parę złotych na tym czy na tamtym, ale innym razem rachunki są takie, że aż przerażają.

Nie bez przyczyny mówi się, że dom czy mieszkanie, nawet wynajmowane, to nieustanna inwestycja. Rachunki, opłaty, remonty i inne „rzeczy płatnicze” na ogół nas nie puszczają. Uiszczać i realizować je trzeba, bo inaczej zostaną wyegzekwowane przez „instancje wyższe”.

Niektórzy próbują oszczędzać, instalując w łazience prysznic zamiast wanny albo włączając ogrzewanie dopiero wtedy, gdy mróz rzeczywiście „przyłoży”. Niezaprzeczalnie sensownymi i korzystnymi ekologicznie są takie praktyki, jak dopilnowywanie szczelności kranów, gaszenie światła w pomieszczeniach, w których nie przebywamy, częstsze korzystanie z prysznica niż długich i zarazem kosztownych kąpieli w wannie.

Dobrym posunięciem jest także sprawdzenie szczelności okien i drzwi. Brak mankamentów na pewno wpłynie na mniejsze ciekanie ciepła, a to spowoduje, że nie trzeba będzie cały czas odkręcać kaloryferów na poziom maksymalny. Na pewno nie szkodzi też postaranie się o to, by dom był dobrze ocieplony. W domach jednorodzinnych zorientować się też trzeba w  najlepszej opcji ogrzewania. Dla jedno budynku lepsze będzie gazowe, w innym sprawdzi się standardowe centralne ogrzewanie, a w jeszcze innym piec olejowy.

Warto także zastanowić się, czy korzystniejszy i bardziej wydajny jest czajnik elektryczny, czy też taki standardowy, stawiany „na gazie”. Kolejnym elementem wymagającym weryfikacji jest oświetlenie. Można na przykład pomyśleć o żarówkach energooszczędnych. Niektórzy stosują też żarówki o mniejszej mocy albo wolą używać lamp i lampek niż tradycyjnych żyrandoli.

none

Mróz, śnieg, wiatr, zawieje, korki w mieście, nieprzejezdne drogi, unieruchomione pociągi i wiele innych typowo zimowych czynników powoduje, że nie chce nam się wychodzić z domu, a co dopiero myśleć o wizytach w sklepach i zakupach. Nasuwa się zatem stwierdzenie, że zima zablokowała nie tylko drogi, tory kolejowe i linie lotnicze, ale też handel.  Nic bardziej mylnego. To, że opady śniegu zniechęcają do czegokolwiek, nie znaczy, że „aktywność sklepowa” nagle spadnie – czasem może być dokładnie przeciwnie.

Zima jak zwykle „zaskakuje”. Kierowcy są zaskoczeni, że spadł śnieg, drogowcy też się go nie spodziewali, kolejarze tym bardziej, a zwykli mieszkańcy miast i wsi kompletnie o tym nie myśleli. To oczywiście lekka ironia, ale wskazuje na wykorzystanie bardzo ważnego czynnika reklamowego, a mianowicie: zaskoczenia. Nie trzeba przecież tłumaczyć, że nieprzygotowanie na coś w sposób właściwie automatyczny powoduje, iż na ogół nie posiadamy jakiejś rzeczy w danym momencie niezbędnej. Żeby to zweryfikować, wystarczy popytać znajomych, kto z nich w dniu większego załamania pogody nagle uznał, że potrzebuje natychmiast rękawice, czapkę, szal, cieplejsze kozaczki, grubszą kurtkę. Równie dobrze można podpytać kierowców, ilu z nich pędziło do sklepów motoryzacyjnych, by kupić łopatki do odśnieżania szyb, płyn do spryskiwaczy i tym podobne elementy wyposażenia. W kolejkach stali też zapewne ci wszyscy, którzy nagle odkryli w piwnicach i różnego typu skrytkach brak łopat albo szufli do odśnieżania

Już wskazane powyżej przykłady pokazują, że nawet przy ekstremalnych warunkach pogodowych sklepy „nie zbiednieją”. Wprost przeciwnie: zdarza się i tak, że handlowcy podbijają w takich okresach ceny, gdyż zakładają, że zdesperowany i zmarznięty człowiek zapłaci każde pieniądze, byleby dostać szuflę do wymiatania śniegu albo cieplejsze rękawice. Taka praktyka do etycznych oczywiście nie leży i ten fakt nie podlega dyskusji. Niezmiernie trudno jednak udowodnić stosowanie tego typu „chwytów”.

Nie pozostaje zatem nic innego, jak zachowanie zdrowego rozsądku w sytuacjach nawet tak ekstremalnych, jak ogromne zaspy śnieżne i mróz.

none

Pojęcie „język reklamy” jest dość znane i powszechnie rozumiane. Przy wyjaśnianiu tego zagadnienia jednak bierze się na ogół pod uwagę całokształt językowy przekazu. Analizowane są całe zdania, ich korelacja z tematem przekazu, odniesienia słowne do reklamowanego produktu. Zdecydowanie rzadziej wraca się uwagę na pojedyncze wyrazy i ich rolę dla całości reklamowego przekazu.

Wiadomo, że zdecydowanie lepiej i prościej rozważać, jak dany przekaz reklamowy został odzwierciedlony w pełnych frazach wypowiadanych przez postaci biorące udział w projekcji. Czasem jednak warto wyrwać poszczególne słowa z kontekstu i dopiero wtedy weryfikować ich wpływ na resztę przekazu.

Twórcy reklam szczególnie „lubią” wszelkie wyrazy wartościujące. Dość często przecież spotykamy się z takimi słowami, jak „warto”, „niepowtarzalny”, „wyjątkowy”, „jedyny”, „niesamowity”, „doskonały”, „perfekcyjny”, „najlepszy”. Takich pozytywnie oceniających wyrazów jest zdecydowanie więcej. Równie często stosuje się słowa charakterystyczne dla porównań, typu: „jak”, „jak również”, „niż”.

Coraz bardziej popularne staje się też tworzenie neologizmów albo zwyczajna gra słowna. Reklamotworcy posługują się też parafrazami cytatów albo też sami tworzą coś w rodzaju „złotych myśli”.

Analizując słowno – leksykalną warstwę reklamy należy koniecznie zwrócić uwagę na to, że dobór słownictwa zależy od tego, do kogo dana reklama jest kierowana. Krąg odbiorców, target, warunkuje zatem to, co i w jaki sposób chcemy przekazywać. Wiadome jest raczej, że, tworząc reklamę skierowaną stricte do ludzi młodych, posłużymy się raczej młodzieżowym slangiem. Kiedy natomiast będziemy chcieli dotrzeć do młodych mam, użyjemy słownictwa zbliżonego im.

Wbrew pozorom zatem, język używany w reklamie nie jest tylko środkiem umożliwiającym wyrażenie myśli, ale, odpowiednio dobrany, odgrywa też sporą rolę perswazyjną.

none

Internet stał się w dzisiejszych czasach największym i najczęściej używanym źródłem wiedzy i informacji. Ostatnio szał robią wielkie portale społecznościowe, na których życie towarzyskie wprost kwitnie. Wiele osób upatruje w nich wielki potencjał także w sferze reklamy i promocji.

Nasze zakorzenienie w wirtulnej rzeczywistości jest nieraz tak silne, że niektórzy są święcie przekonani, iż „Nasza klasa” Tadeusza Słobodzianka, dramat dopiero co nagrodzony literacką nagrodą Nike, jest podręcznikiem obsługi tego portalu społecznościowego. Rzeczywistość przenosi się do sieci, zaczyna panować powszechne pzekonanie, że jśli nie ma kogoś w internecie, to ten ktoś po prostu nie istnieje. Najbardziej interesuje nas kto z kim zawarł znajomość, co kto „lubi”, klikając podniesiony kciuk, jakie są wyniki quizu koleżanki i ile kolega zebrał truskawek na wirtualnej farmie. Są tacy, którzy na naszej-klasie czy facebooku siedzą dniami i nocami – czytając i dzieląc się swoimi emocjami, komentując.

Marketingowcy dostrzegli w tym fenomenie znakomitą okazję, by wypromować firmy, marki, usługę czy produkt. Obok realnych kont osobistych, można zakładać także konta fikcyjne – zespołów muzycznych, organizacji i instytucji, firmy, wydarzeń. Czasem nie trzeba nawet zbytnio się natrudzić, by dotrzeć do potencjalnych odbiorców – w wielu przypadkach znajdą sami to, co lubią, a w innych – zadziała marketing szeptany. Portale społecznościowe zresztą świetnie nadają się do jego propagowania – wystarczy komentarz, wiadomość, link, a reszta już dalej toczy się sama.

Firmy bardzo często organizują konkursy, w których głównym zadaniem uczestników jest poinformować w celu wygranej jak największą ilość znajomych o tym, że bierze się udział w takiej czy innej akcji. Czasem podaje się nawet gotowe treści komentarzy, które należy zostawić na swoim profilu. Ma to ogromną zaletę – wpisy w profilu danej osoby widzą wszyscy jej znajomi, co pozwala na dotarcie do olbrzymiej ilości użytkowników.

Reklama na portalach społecznościowych sprawia wrażenie nienachalnej – w końcu w akcje konkursowe czy promocyjne włączają się tylko ci, którzy chcą. Jednak jest to tylko wrażenie – w istocie rzeczy jesteśmy bowiem bombardowani informacjami, że nasz znajomy właśnie wziął udział w tym czy owym. Oznacza to jednak, że reklama w tym miejscu sprawdza się skutecznie, skoro dociera do nas nawet mimo woli.

none

Flickr photos

You need to activate the FlickR plugin! You can find it in the "PLUGINS" folder...

Most commented

  • None found